WYPRAWA ROWEROWA TRASĄ WZDŁUŻ PRZEDWOJENNEJ WSCHODNIEJ GRANICY II RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ Z UKRAIŃSKĄ SRR

 

1100 km w czasie 12 dni, 80 godzin na siodełku, upał powyżej 330C, chmary komarów, drogi szutrowe i brukowki, asfalt z „jamami”, ciągłe podjazdy na trasie ok. 600 km. Wspaniali ludzie. To niezapomniane wrażenia Zygmunta Szczepanka z wyprawy rowerowej trasą wzdłuż przedwojennej wschodniej granicy II Rzeczypospolitej Polskiej z Ukraińską SRR.

Rowerem na Ukrainie byłem kilka razy przemierzając ten kraj różnymi trasami. W Odessie, dwukrotnie na Krymie, oraz wokół Morza Azowskiego, w rejonie Donbasu, Ługańska i Mariupolu,
w Besarabii Ukraińskiej, w Karpatach Wschodnich oraz wzdłuż Dniestru i Dniepru. Za każdym razem na swoim „Ośle” jak nazywam rower trekkingowy Wheeler 2700, który na czas wypraw jest obciążony na bagażnikach czterema sakwami i torbą na kierownicy, w których umieszczam całe logistyczne zabezpieczenie wyprawowe.

W tym roku, 8 czerwca, z Kolegą Wojtkiem Suszkiem z Redy udałem się ponownie na 11-dniową wyprawę na Ukrainę trasą ponad 1.100 km przez Polesie, Wołyń i Podole, w tym ponad 700 km wzdłuż przedwojennej wschodniej granicy II Rzeczypospolitej Polskiej.

Celem wyprawy wzdłuż dawnego odcinka granicznego było poznanie wiosek, miasteczek i miast,
w których przed wojną kończyły się kresy przedwojennej Rzeczypospolitej i przebiegała granica
z Ukraińską Socjalistyczną Republiką Radziecką, chronioną przez utworzoną w 1924 roku polską formację wojskową - Korpus Ochrony Pogranicza. Te tereny były również miejscem czystek etnicznych ze strony UPA w stosunku do polskiej ludności oraz masowych egzekucji i wywózek licznie zamieszkałej tam ludności żydowskiej. Liczyliśmy na poznanie pozostałych jeszcze nielicznych już śladów polskości.

Start nastąpił z Chełma i przez przejście graniczne w Dorohusku oraz Lubomil i Kovel dotarłem do Sarn, gdzie z Wojtkiem wyznaczyliśmy sobie spotkanie, aby już razem kontynuować wyprawę.
W drodze do Sarn odwiedziłem wioskę Maszów, w której w miejscu majątku rodziców Bolesława Prusa zachowany jest „Dąb Prusa”, chroniony jako pomnik przyrody, jednak jest to miejsce bardzo rzadko odwiedzane przez turystów z Polski. Wioska zastana w czasie, kilkadziesiąt drewnianych domów, piaszczyste dróżki, stadka kur i kaczek, w środku cerkiew, wszechobecny zapach jaśminu.
W Kowlu, na cmentarzu katolickim „Na Górce”, odwiedziliśmy kwaterę 300 polskich żołnierzy poległych w czasie I wojny światowej oraz kwaterę polskich policjantów. W Sarnach udaliśmy się pod koszary ukraińskiej jednostki wojskowej, gdzie na jednym z budynków znajduje się tablica pamiątkowa informująca, że w tych koszarach w roku 1939 stacjonował Pułk Korpusu Ochrony Pogranicza „SARNY”, chroniący granicę na północnym Wołyniu. Pododdziały pułku od 17 września 1939 roku przez dwa dni stawiały silny opór sowieckiej 60 Dywizji Strzeleckiej. Do dnia dzisiejszego w tym rejonie trwają poszukiwania mogił poległych żołnierzy, w których biorą udział funkcjonariusze polskich służb granicznych. Tego samego dnia w kolejnym miasteczku Rokitno odwiedziliśmy odbudowaną w 2014 roku kwaterę polskich żołnierzy poległych w wojnie polsko – bolszewickiej.
W nowo wykonanych nagrobkach ulokowano wydobyte spod ziemi oryginalne płyty nagrobne poległych żołnierzy. Rokitno do 1939 roku było siedzibą Batalionu KOP Rokitno oraz placówki wywiadowczej KOP nr 7. Sarny, Rokitno i pozostałe miasteczka na trasie wyprawy były miejscem, gdzie kierowali się polscy uchodźcy w czasie Rzezi Wołyńskiej.

Z Rokitna tego samego dnia dotarliśmy do położonej wśród lasów Polesia wioski Budki Snowidowickie pod Olewskiem, gdzie do 17 września1939 roku istniała Strażnica 18 Batalionu Korpusu Ochrony Pogranicza z siedzibą w Rokitnie. Budki były wioską przygraniczną zamieszkałą
w zdecydowanej większości przez Polaków i gdzie kończyła sie Polska na wschodnich kresach. Po II wojnie światowej jej polska ludność została przesiedlona do Polski, podobnie jak z tysiąca innych wiosek doświadczonych tragedią pogromów UPA. W wiosce z czasów Polski pozostała i jest czynna szkoła w budynku drewnianym, wybudowanym przed wojną, oraz drewniany kościółek - dziś prawosławna cerkiew. Inny ślad to zapomnianych kilka mogił z drewnianymi krzyżami nadszarpniętymi czasem, z polskimi nazwiskami. Nie istnieje funkcjonująca się do 1939 strażnica KOP „Budki Snowidowickie”. Wg miejscowego mieszkańca budynek został rozebrany przez Ukraińców i pozostała tylko przerośnięta trawą podmurówka, lecz dotarcie do niej było niemożliwe
z uwagi na niedawne nawałnice deszczowe. Wszak to Polesie i tereny bagienne. 17 września 1939 żołnierze KOP strażnic podległych pod KOP Rokitno wycofali się i walczyli w składzie pułku „SARNY” . W Budkach, podobnie jak w czasie poprzedniej wyprawy z 2017 roku, trasą wzdłuż Polesia i Dniepru, dzięki uprzejmości Dyr. Tatiany Boguckoj spaliśmy w dawnej polskiej, a dziś ukraińskiej, szkole. Byliśmy pod wrażeniem wyobrażając sobie i czując atmosferę tamtych lat. Gwar dzieci polskich i ukraińskich, dzwonek woźnej na przerwę i zajęcia sportowe na przyszkolnym placu. Tu, w lasach prowadzących z Rokitna do Budek, byliśmy atakowani przez - wg opinii mieszkańców - niespotykane dotychczas chmary komarów, każde zatrzymanie to ich setki na wszystkich odsłoniętych częściach ciała. Z Wojtkiem byliśmy dla nich tankowcami naszego czerwonego płynu ustrojowego. Owady towarzyszyły nam jeszcze przez kilkaset km aż do Dniestru, z różnym natężeniem.
W Budkach po dwóch dniach licznik rowerowy wykazał pond 200 km.

Trzeciego dnia z Budek kierujemy się na południe, starając się trzymać dróg wzdłuż linii przedwojennej granicy po dawnej polskiej stronie, ale kilka razy wjeżdżając w tereny przygraniczne ówczesnej Rosji Sowieckiej. Opuszczamy Polesie ukraińskie. Drogami Wołynia oraz Podola zaplanowaliśmy osiągnięcie Melnicy Podolskiej nad Dniestrem. Pierwszymi miastami na Wołyniu były Korzec, dawniej będący rezydencją polskiej magnaterii oraz Ostróg - miasto rodowe kniaziowskiego rodu Ostrogskich. W okresie II Rzeczypospolitej Ostróg był miastem granicznym, będącym siedzibą Batalionu KOP „Ostróg” i 19 Pułku Ulanów Wołyńskich. W tym mieście w okresie II wojny mieszkało ok 10.000 Żydów, z których - wg opiekunki miejscowego Kirkutu - pozostało tylko 11. Wszystkich Niemcy przy pomocy policji ukraińskiej i nacjonalistów rozstrzelali
w 4 egzekucjach w pobliskich lasach. Podobnie było w pozostałych miejscowościach na trasie wyprawy. Na Ostrogskim Kirkucie ponownie postawiono odzyskane z dróg artystycznie wykonane Macewy. Są one corocznym miejscem odwiedzin Żydów z Izraela i innych krajów. Kirkut w okresie przed uzyskaniem przez Ukrainę niepodległości był zamieniony w park rozrywki. W mijanych wioskach i miasteczkach miejscowi wskazują nam kierunki i miejsca oraz rzeki, gdzie przed wojną przebiegała granica. Jedni mówią, że moi rodzice mieszkali tu, po polskiej stronie, inni, że moi byli po stronie sowietów, a tam za rzeczką była Polska. Tu po stronie polskiej było dobrze, a tam było ciężko.

Od pierwszego dnia wyprawy towarzyszy nam upał dochodzący do 350C. Za Ostrogiem zaczynają się uciążliwe podjazdy oraz fatalny stan dróg. Asfaltowa nawierzchnia z wyrwami i - jak mówią miejscowi - z „jamami”. Liczne odcinki bezdroży nad Zbruczem i Dniestrem w połączeniu
z komarami, wysoką temperaturą - to specyfika tej wyprawy. Warunki te nie pozwalają nam na osiąganie założonych do przebycia dziennych kilometrów. I tak jest na ok 450 km trasy do Dniestru. W drodze do Melnicy Podolskiej mijamy znane miasta i miasteczka, tj. Szumsk, Zbaraż, Skalat, Satanów i Skałę Podolską. W Skalacie odnajdujemy ważny budynek koszarowy, w którym miał siedzibę Batalion KOP „Skalat „na terenie XVI wiecznego zamku. Mieszkająca w nim Ukrainka zna historię tego obiektu i dodaje, że mieściło się w nim jeszcze więzienie / tiurma /.

W 1939 roku żołnierze KOP Skalat stoczyli nad Zbruczem kilkugodzinną walkę, po czym złożyli broń. Wielu trafiło do obozów w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku. Podobnie jak w innych miasteczkach tu również były pogromy ludności żydowskiej. W tych miastach były również ataki na Polaków ze strony UPA, ale miasta te były dla Polaków także miejscem schronienia.

Ślady polskie i żydowskie to zaniedbane cmentarze i często ruiny świątyń katolickich, zniszczone kirkuty i synagogi oraz gdzieniegdzie pomniki przypominające, że kiedyś tu mieszkali i zostali wymordowani w czasie holokaustu. Historia tych terenów przeplata się ciągnącymi się przez wieki konfliktami wojennymi: najazdami tatarskimi, tureckimi, powstaniem pod wodzą Chmielnickiego, walkami w czasie I i II wojny światowej. Tu, w Satanowie nad Zbruczem, pod ruinami twierdzy z XV wieku w 2011 roku odsłonięto tablicę upamiętniającą polskich, ukraińskich i żydowskich obrońców rubieży dawnej Rzeczpospolitej przed najazdami tureckimi i tatarskimi. Wjeżdżając do Satanowa przekroczyliśmy przedwojenną granicę II RP, ponieważ Satanów znajdował się po stronie rosyjskiej. Od Satanowa po ok. 120 km, ciągle w upale i towarzystwie komarów, szutrowymi i asfaltowymi drogami wzdłuż granicznej rzeki Zbrucz odwiedziliśmy Skałę Podolską. W 8 dniu wyprawy osiągnęliśmy Melnicę Podolską. Na liczniku zarejestrowaliśmy 757 km. Na nocleg zjeżdżamy 2,5 km w dół kamienistą drogą do wioski Chudikiwce nad Dniestrem. Tu rozbijamy namioty na nocleg bezpośrednio przy nurcie wspaniałej rzeki. Śpimy w pasie linii granicznej oddzielającej II RP od Rumunii. To nasz drugi nocleg pod namiotem. Dotychczas spaliśmy w szkołach, i jeden raz
u gospodarzy ewangelistów w wiosce Tatariw.

Rano w dniu 9 etapu przez godzinę wyprowadzamy rowery do Melnicy Podolskiej. Kilka km za Ustią opuszczamy tereny graniczne, mijając pomiędzy Ustią a Kołodriwką wspaniałe zakola Dniestru. To wspaniałe widoki Dniestru. Z wysokiego podolskiego brzegu widać zakola rzeki i z drugiej strony niżej położone rozlegle pola i łąki. Upał i podjazdy nie odpuszczają, tylko komarów mniej. Kierujemy się na Lwów przez Jazłowiec, Buczacz, Podhajce, Brezany i Rohatyn. Po drodze w wiosce Piatniczany, w której spałem w 2004 roku, na wzgórzu pod warownią turecką nie udało się ponownie rozbić namiotu z uwagi na pojawienie się na tym terenie węży i żmij. I one spowodowały, że ostatni nocleg mieliśmy w szkole po ok. 300 km od Melnicy Podolskiej w 12 dniu wyprawy i po 1.060 km,
w godz. dopołudniowych wjechaliśmy do Lwowa, gdzie zakończyliśmy wyprawę.

Była to dla mnie i Wojtka kolejna wspaniała wyprawa. Zdobyłem kolejne doświadczenia, poznałem wielu wspaniałych ludzi, skromnie żyjących, ale bardzo życzliwych. To doświadczenie pozwala mi obalać narosłe w świadomości negatywne odniesienia do narodów na wschód od Polski - do Rosjan, Białorusinów, Mołdawian, Rumunów i innych nacji. Dziś cieszy mnie to, że kilkanaście lat temu „przecierałem” rowerowymi wyprawami szlaki po krajach Europy Środkowo-Wschodniej jako jeden z pierwszych, a dziś wielu rowerzystów „sakwiarzy” kieruje się w te kraje, często konsultując się ze mną. Kiedyś przed wyjazdem ostrzegano mnie o zagrożeniach, jakie mogą mnie spotkać, więc obalam wszystkie negatywne mity.

 

Tekst: Zygmunt Szczepanek

 

 

 

  • Wyprawa_rowerowa_Z_Szczepanek_1
  • Wyprawa_rowerowa_Z_Szczepanek_10
  • Wyprawa_rowerowa_Z_Szczepanek_2
  • Wyprawa_rowerowa_Z_Szczepanek_3
  • Wyprawa_rowerowa_Z_Szczepanek_4
  • Wyprawa_rowerowa_Z_Szczepanek_5
  • Wyprawa_rowerowa_Z_Szczepanek_6
  • Wyprawa_rowerowa_Z_Szczepanek_7
  • Wyprawa_rowerowa_Z_Szczepanek_8
  • Wyprawa_rowerowa_Z_Szczepanek_9
Copyright 2019 IPA Mazowiecka Grupa Wojewódzka. All Rights Reserved.
Joomla themes by Hostgator coupon